„Szczepionka przeciw HPV to szczepionka na raka”. Prof. Dębska: lekarze muszą edukować pacjentów
Prof. Marzena Dębska podkreśla, w czasach dezinformacji, pseudomedycyny i fałszywych obietnic lekarze nie mogą ograniczać się wyłącznie do leczenia pacjentów, którzy już trafili do gabinetu.
– Naprawdę warto i trzeba zajmować się edukacją. Powinien to robić każdy, również lekarz, któremu wydawałoby się, że powinien głównie leczyć. To nieprawda. Lekarz też musi edukować
– mówi prof. Marzena Dębska, specjalistka w dziedzinie położnictwa i ginekologii oraz perinatologii.
Pacjenci szukają informacji. Problem w tym, gdzie ją znajdują
Prof. Dębska zwraca uwagę, że pacjenci coraz częściej szukają odpowiedzi w internecie i mediach społecznościowych. To naturalne, ale nie zawsze bezpieczne. Obok rzetelnych źródeł funkcjonują treści fałszywe, pseudomedyczne i oparte na strachu.
– W dzisiejszym świecie pełnym fejków, zabobonów, tematów tabu i niesprawdzonych źródeł pacjenci poszukują wiarygodnej informacji. Tym źródłem powinni być lekarze, głównie lekarze
– podkreśla. To właśnie dlatego prof. Dębska zaczęła aktywnie wypowiadać się w mediach i w mediach społecznościowych. Jak mówi, efekty takiej edukacji są bardzo konkretne.
– Widzę konkretne efekty moich postów na Facebooku: kobiety przychodzą, mówią, że zrobiły badania, dziękują, cieszą się, że zostały wyleczone. Ta nagroda jest dla mnie dowodem, że to, co robię, ma sens – mówi.
„Szczepionka przeciw HPV to szczepionka na raka”
Jednym z tematów, o których prof. Dębska mówi szczególnie mocno, są szczepienia przeciw HPV. Jak podkreśla, świadomość wciąż jest zbyt niska, mimo że chodzi o profilaktykę nowotworów.
– W Polsce mamy bardzo wysoką śmiertelność z powodu chorób nowotworowych i bardzo niską wyszczepialność przeciwko wirusowi HPV. Szczepionka przeciwko temu wirusowi to jest szczepionka na raka
– mówi.
Zakażenie HPV jest jednym z głównych czynników rozwoju raka szyjki macicy. Szczepienie znacząco zmniejsza ryzyko zachorowania, a także może ograniczać ryzyko innych nowotworów związanych z tym wirusem — zarówno u kobiet, jak i u mężczyzn.
– Kobieta, która się zaszczepi, ma naprawdę niesamowicie małe ryzyko raka szyjki macicy. Ta szczepionka zmniejsza też ryzyko różnych innych nowotworów u kobiet i u mężczyzn, a my nie korzystamy z tego
– podkreśla prof. Dębska.
Program jest, ale korzysta z niego za mało osób
Prof. Dębska przypomina, że w Polsce działa powszechny program profilaktycznych szczepień przeciw HPV dla nastolatków. Problemem pozostaje jednak niska zgłaszalność.
– Mamy od dwóch lat program powszechnych szczepień, w którym powinny szczepić się nastolatki: chłopcy i dziewczynki. Korzysta z niego tylko 15 proc. osób
– mówi. Jej zdaniem to jeden z przykładów, że dostęp do narzędzi profilaktycznych nie wystarczy, jeśli nie towarzyszy mu skuteczna edukacja i zaufanie do medycyny.
Kobiety wciąż zgłaszają się za późno
Prof. Dębska mówi także o dramatycznych danych dotyczących nowotworów kobiecych. – Jesteśmy krajem, gdzie 20 kobiet dziennie umiera z powodu raka piersi. Mamy niestety bardzo wysoki odsetek późnych rozpoznań. Cztery kobiety dziennie umierają z powodu raka szyjki macicy i ponad połowa z nich zgłasza się w zaawansowanym stadium choroby – podkreśla.
A przecież w przypadku raka szyjki macicy istnieją skuteczne narzędzia profilaktyczne: szczepienie przeciw HPV, test HPV i cytologia. Pozwalają one wykrywać zmiany przednowotworowe znacznie wcześniej, zanim rozwinie się choroba nowotworowa.
– Test HPV czy badanie cytologiczne naprawdę pozwalają wykryć zmiany przednowotworowe znacznie wcześniej
– zaznacza prof. Dębska.
Menopauza nadal jest tematem tabu
Kolejnym obszarem, w którym — zdaniem prof. Dębskiej — potrzebna jest rzetelna edukacja, jest menopauza. To etap życia, który dotyczy każdej kobiety, ale wciąż zbyt często jest przemilczany albo bagatelizowany. – Zajmuję się też tematem menopauzy i widzę, że bardzo dużo jest tutaj do zrobienia – mówi. Jak podkreśla, objawy menopauzy mogą znacząco wpływać na codzienne funkcjonowanie, zdrowie psychiczne i aktywność zawodową kobiet.
– Ostatnie badania wykazały, że prawie połowa kobiet doświadczających objawów menopauzy myśli z tego powodu o rezygnacji z pracy zawodowej. Chcą się wycofać, bo mają problemy z koncentracją, pamięcią, lęki, depresję, czują się źle
– mówi prof. Dębska.
Zwraca również uwagę, że w Polsce z hormonalnej terapii menopauzalnej korzysta bardzo niewiele kobiet.
– Tylko 4 proc. kobiet w Polsce stosuje terapię hormonalną, która wielu kobietom potencjalnie mogłaby bardzo pomóc — i w komforcie psychicznym, i fizycznym, a być może także długofalowo jako profilaktyka wielu chorób – zaznacza.
„Przeczytałam pani post, zrobiłam badanie”
Dla prof. Dębskiej największym potwierdzeniem sensu edukacji są historie pacjentek. Jedna z nich szczególnie zapadła jej w pamięć.
– Jestem przede wszystkim lekarzem i dla mnie najważniejszy jest pacjent, pacjentka. Kiedy widzę kobietę, która przychodzi z kwiatami i mówi: „Pani profesor, pani mnie nie zna, ale przeczytałam pani post, zrobiłam badanie, okazało się, że mam wczesną fazę choroby nowotworowej. Jestem już po operacji, jestem zdrowa i przyszłam pani podziękować” — to jest dla mnie najważniejsze
– opowiada.
Jak podkreśla, nie jest to jednostkowa sytuacja. – Takich kobiet spotykam mnóstwo. Piszą do mnie i widzę naprawdę, że edukacja ma sens – mówi.
Lekarz w gabinecie widzi tylko tych, którzy przyszli
Prof. Dębska zwraca uwagę na ograniczenie tradycyjnej medycyny gabinetowej: lekarz może pomóc przede wszystkim tym pacjentom, którzy już do niego trafili. Wyzwaniem jest dotarcie do tych, którzy nie chodzą na badania, nie zgłaszają się do specjalisty i ignorują objawy.
– Jako lekarz mogę leczyć tylko tych pacjentów, którzy przyjdą do mnie, którzy już są w gabinecie albo w szpitalu. A jak dotrzeć do tych, którzy nie chodzą do lekarza? Taki postawiłam sobie cel
– mówi. Jej zdaniem do edukacji zdrowotnej powinni włączyć się lekarze różnych specjalności, bo mają do tego najlepsze przygotowanie i największą wiarygodność.
– Wszyscy próbują: Ministerstwo Zdrowia, organizacje pacjenckie, ale efekty działań edukacyjnych nadal są bardzo słabe. Myślę, że lekarze powinni się do tej edukacji przyłączyć, bo mamy ku temu najlepsze kwalifikacje – podkreśla.
Trzeba być tam, gdzie są pacjenci
Współczesna edukacja zdrowotna nie może ograniczać się do ulotek w przychodni. Jeśli pacjenci korzystają z telefonu, internetu i mediów społecznościowych, tam również powinna być obecna rzetelna wiedza medyczna.
– Trzeba wykorzystać możliwości social mediów, internetu, różnych kanałów. W tej chwili każdy ma telefon komórkowy, każdy z niego korzysta. Jeżeli chcemy dotrzeć do osób młodych, to jest ich świat i najlepszy sposób dotarcia do nich
– mówi prof. Dębska.
Szarlatani już dawno wykorzystali internet
Prof. Dębska nie ukrywa, że przestrzeń internetowa została bardzo skutecznie zagospodarowana przez osoby promujące fałszywe terapie, „cudowne” środki i antynaukowe narracje.
– Siła dezinformacji w mediach jest bardzo duża. Jest mnóstwo fejkowych informacji i źródeł, które wyglądają całkiem porządnie, a potem okazują się fałszywe. Bywa, że prowadzą je podstawieni lekarze albo w ogóle nieprawdziwe osoby. Celem jest reklama cudownych środków i cudownego leczenia
– wskazuje.
– Zawsze mówię: gdyby to było takie cudowne, to wszyscy byśmy się tym leczyli. To naprawdę nie jest tak, że lekarze chcą przed wszystkimi ukryć cudowny lek na chorobę nowotworową. Każdy chciałby się wyleczyć, a my pracujemy i próbujemy ze wszystkich sił.
„Jeśli tego nie zrobimy, ludzie będą chorować”
Prof. Dębska podkreśla, że walka z dezinformacją to nie jest spór w internecie, ale kwestia zdrowia i życia pacjentów. Fałszywe informacje mogą zniechęcać do szczepień, badań i skutecznego leczenia. – Jest szczepionka na raka i ludzie się nie szczepią, bo z tych samych źródeł, z których mają „cudowne leki”, dowiadują się, że szczepienie szkodzi. W świecie dezinformacji i fejków my, osoby posiadające rzetelną wiedzę medyczną, musimy naprawdę połączyć siły. Jeżeli tego nie zrobimy, ludzie będą chorować – ostrzega. Jak mówi, wciąż zdarza się, że pacjenci trafiają do szpitala dopiero w bardzo zaawansowanej fazie choroby.
– Ludzie przychodzą naprawdę w ostatnich fazach chorób. Zamiast przyjść wcześniej, kiedy w przypadku wielu nowotworów można uzyskać wyleczenie, czekają do końca, biorą witaminę C lewoskrętną albo prawoskrętną, okładają się ziółkami, a kiedy robi się bardzo źle, trafiają do szpitala i okazuje się, że medycyna jest bezsilna
– mówi prof. Dębska.
Rzetelna wiedza może ratować życie
Prof. Dębska podkreśla, że pseudomedycyna i dezinformacja to nie są niewinne treści. Mogą prowadzić do opóźnienia diagnostyki, rezygnacji z leczenia i tragedii, której można było uniknąć.
– To są naprawdę grube oszustwa, bardzo poważne rzeczy. Cieszę się, że zajmują się tym także odpowiednie instytucje państwowe, ale ktoś musi szerzyć rzetelną wiedzę
– podsumowuje